Pokoje na Wczasy

wczasy, wakacje, urlop

Turystyka na półwyspie 1937 r

27 czerwiec 2012r.

Znalezienie pomieszczeń dla szybko rosnącej liczby turystów było wyzwaniem dla mieszkańców Jastarni -miejscowości czysto rybackiej, gdzie domy rybaków budowano z myślą o przydatności w rybołówstwie, a turyści zaglądali raczej rzadko. Opis tego problemu i jego rozwiązania znajdujemy u niezrównanego księdza Stefańskiego. Kiedy przybyli tu pierwsi letnicy, to nawet dla kilkudziesięciu osób trudno było o mieszkanie. Rybacy prawie wszyscy dawniej tak się urządzali, że w środku domu była kuchnia i sień, a po prawej stronie jedna duża izba o oknach na trzy fronty. Przy ścianach ustawiano łóżka dla całej rodziny, przy czwartej ścianie piec z obowiązkową ławą. Przy jednym oknie, a czasem przy drzwiach, silnie przytwierdzano duże ogniwo żelazne do naprawy sieci. Po drugiej stronie dwie komory, w których składowano przybory rybackie i różne sprzęty domowe. Na strychu trzymano siano i żaki. Jak w takich warunkach zorganizować pokoje gościnne? Najpierw odstąpiono zatem własną izbę, przenosząc się z rodziną na strych lub do stajni. Następnie przedzielono dużą izbę poprzeczną ścianą. Teraz już były dwa pokoje. Później zrobiono w dachu wyłom i wybudowano frankenszpis. W tej wystawce i w szczywybudowano w samej Jastarni przeszło sześćdziesiąt nowych domów. Jeżeli wziąć pod uwagę, że cała miejscowość liczyła wtedy około 600 mieszkańców, jest to bardzo dużo. W tym czasie ruch budowlany był niewielki i skutkiem tego w małej Jastarni zbudowano więcej domów niż w takich tach urządzono znowu trzy pokoje. To już było razem 5 pokoi! Dwie dolne komory urządzono też jak się należy i nieoczekiwanie dom o jednej dużej izbie zamienił się w dom mieszkalny o 7 izbach. Przynosiły one więcej zysku aniżeli całoroczne rybołówstwo, ponieważ za każdy pokój dobrze płacono. Ówcześni wczasowicze często uskarżali się na ceny, poziom usług, hałasy, kiepskie ubikacje, ciasnotę, kręte schody. Gospodarze użalali się na zbyt wielkie wymagania wczasowiczów, skarżyli się na niszczenie mebli, firanek, nocne hałasy, zbyt niskie ceny. Częściowym rozwiązaniem problemu okazało się wydzierżawianie całego domu pod pensjonat. Od tej pory wszystkie spory i negocjacje z wczasowiczami brały na siebie osoby prowadzące takie pensjonaty, a gospodarze inkasowali ustaloną opłatę dzierżawną. Takie rozwiązanie szybko znalazło wielu zwolenników i już w 1937 roku na ogólną liczbę siedemdziesięciu pensjonatów istniejących w Jastarni i Borze tylko sześć prowadzili mieszkańcy Jastarni. Jednak obok dużych pensjonatów z wyżywieniem, istniały także liczne kwatery prywatne. Ich właściciele letni zarobek traktowali jako uzupełnienie rodzinnych budżetów, w których większość dochodu pochodziła jednak ciągle z rybołówstwa. Rozwój turystyki w do niedawna całkowicie rybackich wsiach Półwyspu Helskiego powodował wprowadzenie wielu udogodnień, których wcześniej tu nawet nie widziano. Przede wszystkim była to kolej, do której mieszkańcy Jastarni szybko się prze- konali. Uregulowano co ważniejsze ulice, ich piaszczysta nawierzchnia została utwardzona lub nawet wyłożona cegłą klinkierową. Port służył nie tylko jachtom i statkom żeglugi pasażerskiej, ale też łodziom i kutrom rybackim. Wprowadzono światło elektryczne i wodociągi. Chociaż zostały one zainstalowane tu ze względu na wczasowiczów, to jednak służyły ogółowi mieszkańców, którzy szybko zaczęli doceniać te zdobycze cywilizacyjne.

ocena 3,9/5 (na podstawie 11 ocen)

wczasy, morze Bałtyckie, Jastarnia